piątek, 1 stycznia 2016

Ogarniamy matczyny Świat!

Mało wrażliwa jestem na takie ot "nowe". Nowy Rok jest dla mnie dniem jak każdy inny. Czas spędzany w gronie znajomych bądź rodziny. Ostatnie dwa Sylwestry (wczorajszy i ubiegłoroczny) przespałam najzwyczajniej. I mogłabym zrzucić ciężar winy na Córę, która wczoraj na rękach a w ubiegłym roku w brzuchu mnie w taki stan wprawiła, ale jakoś nigdy magii tego czasu nie czułam. Teraz więc przynajmniej wymówkę mam.
 

Ubiegły rok przyniósł jednak tak wiele zmian i tak szyyybko minął (dlaczego nikt mnie nie uprzedził, że dzieci mają cudowne umiejętności zakrzywiania czasoprzestrzeni?), że zmuszona zostałam jakieś podsumowanie poczynić, a tym samym postanowienia mocnej poprawy powstały.

1. Więcej Dziecka!
We mnie,  ze mną, dla mnie. Córa rośnie z dnia na dzień, dojrzewa, uczy się cały czas czegoś nowego, chcę ten czas z nią dzielić w jak największej mierze. Przede mnie widmo powrotu do pracy więc tym bardziej dobro ograniczone ten nasz czas rodzinny. Od tej pory jeszcze więcej wspólnych zabaw, wycieczek, spacerów, śmiechów... Korzyść podwójna, bo umacniamy więzi a i wietrzę trochę myśli i nabieram dystansu.

2. Organizacja.
Wszystkiego! Jak już wspominałam, czas to dobro mocno ograniczone, tak więc szukamy go tam gdzie się tylko da. Od tej pory na poważnie:
- organizujemy przestrzeń,
- planujemy zakupy,
- planujemy posiłki,
- kontrolujemy budżet domowy. Inspiracji jest wiele. Powstały super blogi o tej tematyce i przyznam, że planuję wspierać się wszystkimi, bo walka przede mną do stoczenia wielka.

3. Dietujemy.
I to nawet nie dlatego, że kilogram czy dwa zostały jeszcze do wagi sprzed ciąży, ale dlatego by być zdrowszym i czuć się lepiej. Tak więc mądrzej jemy po prostu ;) Mniej cukru, więcej zielonego, więcej uwagi dla śniadań i zdrowsze kolacje. Jak słodko to i musi być zdrowo. O tak!

4. Detox.
Wielopłaszczyznowo. Zaczynamy rodzinnie od stycznia jako miesiąca bez słodyczy (w ramach punktu 3.), ale też mieszkaniowy (tu punkt 2.) i życiowy po prostu (punkt 1.). Mniej rzeczy, mniej chemii, mniej cukru... Minimalizm to dobra rzecz. Przyznam Wam, że ciężko mi się go uczy. W łazience zalega tona balsamów, kremów, kredek, pudrów... Większość zakupiona/dostana jeszcze przed ciążą. Od tej pory sukcesywnie wykańczam skubańców tak by ostatecznie zostać przy sztuce każdego a nawet więcej, marzy mi się powrót do naturalnych kosmetyków. Może się uda choć łatwo nie będzie, bo co i rusz ktoś uzna, że warto mnie wesprzeć i coś podrzuca a ja przyjmuję z uśmiechem i dziękuję. A może by tak w obieg dalej puszczać?

5. Konsekwencja.
Odwieczna moja pięta achillesowa. Jak solidnego kopniaka nie dostanę od czasu do czasu na rozruch, to większość moich inicjatyw zwalnia tempo po kilku tygodniach (czasem nawet tyle nie dożywa).

A jak u Was? Postanowienia, plany?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz