Domowa jestem. Przyzwyczaiłam się do mieszkania w domu. Takim z ogrodem, z sąsiadami i ich ogrodami... i gdy wybyłam z mego rodzinnego to szok przeżyłam. Bo jak to? Sąsiad jeden z drugim uparcie w życie mi się wdzierał odgłosami, zapachami i innymi takimi nieproszonymi zwiastunami swej ciągłej obecności. Z czasem pogodziłam się z takim stanem rzeczy i nawet humorystycznie zaczęłam sobie z tym radzić. Poczucie wdzierania się cały czas mi jednak towarzyszyło. Gorycz wspólnych ścian znacznie łagodziły możliwości, które między nimi się tworzyły. I tak zakochałam się w wysokich sufitach, smukłych oknach, parkietach i niebywałej przestrzeni, której w domu bez skutku szukać było. Pokochałam kamienice.
I gdy czasem wspominamy z Lubym czasy gdy jeszcze wielkie miasto nas gościło, to ta tęsknota za tymi przestrzeniami powraca. Przemyca się też w wyglądzie naszego mieszkania. A właściwie mieszkania w naszym domu. Bo nasz dom - to historia już całkiem odmienna - gości cztery pokolenia, a nam udzielił swego poddasza, które za mej wczesnej młodości niegrzecznie strychem nazywane było. Tak więc nasze poddasze stało się polem dla gonitwy pragnień wnętrzniarskich. Szczęście, że tylko moich, bo i tak zadanie przed nim nie lada.
I gdy czasem wspominamy z Lubym czasy gdy jeszcze wielkie miasto nas gościło, to ta tęsknota za tymi przestrzeniami powraca. Przemyca się też w wyglądzie naszego mieszkania. A właściwie mieszkania w naszym domu. Bo nasz dom - to historia już całkiem odmienna - gości cztery pokolenia, a nam udzielił swego poddasza, które za mej wczesnej młodości niegrzecznie strychem nazywane było. Tak więc nasze poddasze stało się polem dla gonitwy pragnień wnętrzniarskich. Szczęście, że tylko moich, bo i tak zadanie przed nim nie lada.
Dom to nie tapety, nie ściany i nie dywan zgrabnie do reszty dobrany.
Dom to ludzie w nim mieszkający. I tu cały jest ambaras. Skoro ludzie to
już nie "ludź". Tak więc ograniczam swój faszyzm wnętrzniarski jak
tylko mogę. Bo już we mnie samej bitwa odwieczna między tym co piękne a
tym, co praktyczne się toczy. Innym razem jednak swe smutki powylewam a
dziś - jak najbardziej w tym dylemacie - o pokoju dziecięcym.
Pokój naszej Dzieciny w zmiennym tempie tworzy się od jakiś dwóch miesięcy. Przez ten czas Pinterest do granic możliwości się rozgrzewał a matka z emocji wraz z nim ;)
Pokój naszej Dzieciny w zmiennym tempie tworzy się od jakiś dwóch miesięcy. Przez ten czas Pinterest do granic możliwości się rozgrzewał a matka z emocji wraz z nim ;)
To oczywiście tylko kilka z takich inspirujących mnie "obrazków". Estetofilne zakamarki mej duszy rozpływają się gdy patrzą na tak pięknie zorganizowane przestrzenie. W takich to oto momentach do głosu dochodzi me bardziej praktyczne, a może tylko bardziej oczytane - psychologiczne Ja ;) Bo psychologią param się na co dzień. Od czasu jakiegoś już (zbyt długiego jak teraz myślę) co prawda tylko w zaciszu domowym, ale zegar tyka i za dwa miesiące o tej porze już wg kalendarza ze spotkaniami będę pewnie funkcjonować. Ale nie o mnie mowa a o wnętrzu dla dziecka z perspektywy rozwojowej chciałam.
Dokładniej o wnętrzu dla dziecka wg Marii Montessori. Jako niezaznajomiona szerzej z tematem myślałam, że wszelakie pedagogiczne mądrości będę w stanie wprowadzić w czyn dopiero gdy Dziecina osiągnie wiek przedszkolny. Nic bardziej mylnego. Pedagogikę Montessori można już realizować u dzieci w wieku niemowlęcym! Pani Maria swego czasu napisała, że “aby pomóc dziecku, musimy zapewnić mu środowisko, które pozwoli mu swobodnie się rozwijać”. Jak zorganizować więc taka przestrzeń sprzyjającą rozwojowi?
1. Minimalizm w ilości ograniczeń, tak aby dziecko mogło się poruszać bezpiecznie, czyli zabezpieczone gniazdka, ukryte kable i przewody, brak ostrych krawędzi i niebezpiecznych przedmiotów.
Dokładniej o wnętrzu dla dziecka wg Marii Montessori. Jako niezaznajomiona szerzej z tematem myślałam, że wszelakie pedagogiczne mądrości będę w stanie wprowadzić w czyn dopiero gdy Dziecina osiągnie wiek przedszkolny. Nic bardziej mylnego. Pedagogikę Montessori można już realizować u dzieci w wieku niemowlęcym! Pani Maria swego czasu napisała, że “aby pomóc dziecku, musimy zapewnić mu środowisko, które pozwoli mu swobodnie się rozwijać”. Jak zorganizować więc taka przestrzeń sprzyjającą rozwojowi?
1. Minimalizm w ilości ograniczeń, tak aby dziecko mogło się poruszać bezpiecznie, czyli zabezpieczone gniazdka, ukryte kable i przewody, brak ostrych krawędzi i niebezpiecznych przedmiotów.
2. Prostota.Unikanie bałaganu i chaosu, i to nie tylko poprzez umiejętne przechowywanie ale także poprzez ograniczoną ilość zabawek, najlepiej drewnianych, ekologicznych, ręcznie wykonanych. W zachowaniu ładu i porządku (również logicznego) pomagają koszyki, skrzynki itp. z których możemy (a nawet powinniśmy) stworzyć koszyki tematyczne (poprzez segregowanie przedmiotów wg jakiegoś naturalnego kryterium, np. materiał wykonania),
3. Wysokość dostosowana do dziecka. Meble oraz dekoracje (np. wieszaki na ścianach) organizujemy do wysokości 1 - 1,5 metra. Wyżej dziecko przecież nie sięgnie nie tylko ręką, ale też wzrokiem.
4. Naturalność. Tak jak w naszym domu są różne strefy (gotowania, jedzenia, spania, toalety itp.), tak i w pokoju naszego Malucha warto wydzielić takie strefy, czyli miejsca specjalnego przeznaczenia, tak jak strefa czytania, strefa zabawy klockami itp.Mile widziane w pokoju dziecka powinny być też wszelakie przejawy tego, że człowiek żyje w środowisku, czyli kwiatki, szyszki, kamyki itp.
5. Kolorystyka. Pełna dowolność jednak spełniająca określone kryteria ;) Zdecydowanie lepiej postawić na stonowane barwy, jednak można je jak najbardziej zestawić ze sobą w kontrastowy sposób.
Ważne aby dziecko miało do wszystkiego dostęp a to, co je będzie otaczało było dla niego bezpieczne oraz wspierało jego rozwój. Tak więc łóżko to najlepiej w postaci materaca, by dziecko z niego nie spadło, na ścianach półki i szafki na wysokości naszej Pociechy. Przewijanie też najlepiej zorganizować sobie na podłodze. Dobrze jest też wygospodarować miejsce na lustro (zabawy przy lustrze to mega fajna sprawa).
5. Kolorystyka. Pełna dowolność jednak spełniająca określone kryteria ;) Zdecydowanie lepiej postawić na stonowane barwy, jednak można je jak najbardziej zestawić ze sobą w kontrastowy sposób.
Ważne aby dziecko miało do wszystkiego dostęp a to, co je będzie otaczało było dla niego bezpieczne oraz wspierało jego rozwój. Tak więc łóżko to najlepiej w postaci materaca, by dziecko z niego nie spadło, na ścianach półki i szafki na wysokości naszej Pociechy. Przewijanie też najlepiej zorganizować sobie na podłodze. Dobrze jest też wygospodarować miejsce na lustro (zabawy przy lustrze to mega fajna sprawa).
Kilka inspiracji poniżej (na dowód tego, że można i ładnie i mądrze):
Mam nadzieję, że zainspirowałam Was choć odrobinę.
Oprócz estetyki i mądrości w urządzaniu należy wspomnieć jeszcze o możliwościach lokalowych. U nas chyba te najbardziej ograniczone. Niebawem zatem więcej o Montessori i już o naszym (czyt. Dzieciny) pokoju dziecięcym :)











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz