Och płynie, płynie. Czas również (płynie też katar z nosa mego Dziecięcia). 2 miesiące pozostało do Dnia Magicznego. Na szczęście nie tak bardzo jak mi się wydawało lat naście temu.
Dzień jak każdy inny ino ja go odkryłam ostatnio. Tak mi ten ostatni rok przez
palce przecieka, że nim się spostrzegłam a 30 zima mego życia nadeszła. Jedynej
magii temu dniowi dodaje fakt, że rankiem dnia kolejnego przyszła na świat ma Córa. I to właśnie na tym bardziej pragnę się teraz skupić.
Gdy dowiedziałam się, że wydaliśmy na ten świat dziewczę (jakże urokliwe i słodkie – o czym wtedy jeszcze nie wiedziałam) narodziło się we mnie mocne postanowienie anty-różu (od razu na myśl przychodzi mi jakże bliski sercu - i skórze mego dziecka - przekaz Pink no more). Przez wiele miesięcy (no ale bez przesady, bo dziewczę właśnie kończy 10 miesiąc swego życia) konsekwentnie się go trzymałam, a właściwie trzymaliśmy, bo całą rodzinę zarządzeniem antyróżowym sterroryzowałam. Jak czas pokazał stało się to tylko po to, by pewnego dnia zostało ono przeze mnie samą złamane. Nie będę teraz rozpisywać się nad powodami wszelakimi takiego a nie innego mego występku. Bo rzecz się tyczy nie różów a urodzin Córy mej właśnie.
I to urodzin szczególnych. Ba! Pierwszych.
Jako że pierwsze a matka zboczeniom swym estetycznym pobłażać lubi, to artystycznie wyżyć się planuję. I tu do kolorów wracamy. Bo o nie się rozchodzi od kilku dni. Postanowienie kolejne matka wydała, by roczek Dzieciny odbył się na włościach naszych (czyt. poddaszu). Co dość skomplikowanym strategicznie zamierzeniem jest, ale wykonalnym. A włość nasza beżowa jakaś taka (w trakcie rozbielania, ale jednak drzewna dość a kawy z mlekiem lub bez itp. w niej królują już od jakiegoś czasu). Więc zagwostka głowę mą trapi jakie by tu kolory dobrać, by na owych urodzinach jakoś przyjemnie one z tymi beżami się komponowały a potem dumnie spoczęły w Dzieciny pokoju (gdzie natomiast pastele zaczynają swą kolonizację).
Tak więc dziewczęco się zapowiada bez dwóch zdań.
Kolory ważne są już teraz jeszcze z jednego powodu, bowiem jak już wspomniałam wyżyć się pragnę i na pierwszy ogień w obroty biorę kwestię zaproszeń. O tych kilka słów następnym razem (nadal nie zamówiłam ich części składowych więc gdy Dziecina uśnie czeka mnie buszowanie po sklepach z materiałami do scrapbookingu ;)
A.
Gdy dowiedziałam się, że wydaliśmy na ten świat dziewczę (jakże urokliwe i słodkie – o czym wtedy jeszcze nie wiedziałam) narodziło się we mnie mocne postanowienie anty-różu (od razu na myśl przychodzi mi jakże bliski sercu - i skórze mego dziecka - przekaz Pink no more). Przez wiele miesięcy (no ale bez przesady, bo dziewczę właśnie kończy 10 miesiąc swego życia) konsekwentnie się go trzymałam, a właściwie trzymaliśmy, bo całą rodzinę zarządzeniem antyróżowym sterroryzowałam. Jak czas pokazał stało się to tylko po to, by pewnego dnia zostało ono przeze mnie samą złamane. Nie będę teraz rozpisywać się nad powodami wszelakimi takiego a nie innego mego występku. Bo rzecz się tyczy nie różów a urodzin Córy mej właśnie.
I to urodzin szczególnych. Ba! Pierwszych.
Jako że pierwsze a matka zboczeniom swym estetycznym pobłażać lubi, to artystycznie wyżyć się planuję. I tu do kolorów wracamy. Bo o nie się rozchodzi od kilku dni. Postanowienie kolejne matka wydała, by roczek Dzieciny odbył się na włościach naszych (czyt. poddaszu). Co dość skomplikowanym strategicznie zamierzeniem jest, ale wykonalnym. A włość nasza beżowa jakaś taka (w trakcie rozbielania, ale jednak drzewna dość a kawy z mlekiem lub bez itp. w niej królują już od jakiegoś czasu). Więc zagwostka głowę mą trapi jakie by tu kolory dobrać, by na owych urodzinach jakoś przyjemnie one z tymi beżami się komponowały a potem dumnie spoczęły w Dzieciny pokoju (gdzie natomiast pastele zaczynają swą kolonizację).
Na chwilę obecną po głowie krążą fiolety i róże jakieś zgrabne, mięta, biel i (o masz ty!) beż jakiś bądź złoto(?).
I wertuję w każdej wolnej chwili Pinterest i sklepy on-line w poszukiwaniu inspiracji. Na chwilę obecną wyglądają one tak.
(Luty jako miesiąc na celebracje wszelakie dziecięcych uroczystości też poprzeczkę podnosi :/)
Źródło: Pinterest - Znaleziono na lapapeteriediva.com.br
Tak więc dziewczęco się zapowiada bez dwóch zdań.
Kolory ważne są już teraz jeszcze z jednego powodu, bowiem jak już wspomniałam wyżyć się pragnę i na pierwszy ogień w obroty biorę kwestię zaproszeń. O tych kilka słów następnym razem (nadal nie zamówiłam ich części składowych więc gdy Dziecina uśnie czeka mnie buszowanie po sklepach z materiałami do scrapbookingu ;)
A.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz